Zdjęłam tylko buty i szybko cichutko pobiegłam na piętro do swojego pokoju. Torby rzuciłam na fotel, poszłam jeszcze tylko wziąć prysznic, przebrałam się w piżamkę i szybko wskoczyłam do swojego ciepłego łóżka. Byłam zmęczona dzisiejszym dniem i zakupami. Zasnęłam.
*****************************
Nazajutrz obudziłam się o 6:00. Chcąc nie chcąc musiałam wstać. Jak zwykle poranna toaleta, później wycieczka do szafy - postawiłam na taki zestaw.
Po uszykowaniu się zeszłam na dół, na paterze nikogo nie było. Poszłam do kuchni, też nie. Zajrzałam do lodówki, hmm... no nie miałam zbyt dużego wyboru. Postanowiłam, że zrobię jajecznicę na masełku, moja ulubiona, a do tego tosty. "Może chłopcy niedługo wstaną" ~Pomyślałam. Stwierdziłam, że dla nich też zrobię. Po przygotowaniu wszystkiego ustawiłam śniadanie na stole, podeszłam jeszcze tylko po szklanki i sok.
W tym czasie usłyszałam czyjeś kroki, tak jak myślałam... chłopaki wstali. Obaj weszli do kuchni.
-Mmm... a co tak pachnie? ŚNIADANIE!!! -Krzyknął Luck.
-Widzę, że sister się postarała. -Odparł Ryan.
-Eee... nic innego nie było w lodówce, a nie zdążyłabym już jechać do sklepu. -Tym razem ja zabrałam głos.
-Dziękujemy. -Powiedzieli razem chłopcy po czym oboje równocześnie cmoknęli mnie w policzki.
Ja tylko uśmiechnęłam się do nich przyjaźnie. Postawiłam sok oraz szklanki na stole i zaprosiłam chłopców na śniadanie. Usiedliśmy, zabraliśmy się za jedzenie, po 10 minutach wszystko było już skonsumowane. Pozbierałam talerze i włożyłam je do zmywarki.
Szybko pobiegłam do swojej sypialni, zabrałam torbę, dokładnie sprawdziłam czy wszystko mam i znów weszłam na parter. Chłopcy już czekali. Poszliśmy jak co dzień do samochodu.
No i kolejny dzień w szkole. Lekcje dzisiaj strasznie się dłużyły.
Nadszedł czas na biologię. W klasie biologicznej akurat tak się składa są poczwórne ławki, dzięki temu na biologi siedzimy wszystkie razem. Tę lekcję mamy z panią Collins. Jest to na serio fajna i wyluzowana kobieta, ma coś ok 45 lat, bardzo ją lubimy, ale nienawidzimy tego jak prowadzi zajęcia. Lekcje z nią są koszmarnie nudne, choć w sumie dzięki temu możemy sobie pogadać z dziewczynami. Tak było też dzisiaj. Gadałyśmy całą lekcję, jak i prawie cała reszta klasy.
Po zajęciach dziewczyny chciały iść na spacer.. nie miałam ochoty więc pożegnałam się z przyjaciółkami, poszłam do szafki wyjęłam z niej torbę. Po chwili za mną pojawiła się Ally, dziewczyna rok młodsza ode mnie, tańczymy razem w naszej małej ekipie tanecznej.
-Hej, hej. -Przywitała się.
-No elo dziewczyno. -Uściskałam ją. -Gdzieś ty się podziewała przez ten tydzień? -Spytałam.
-Aaa... no wiesz. Tata miał wyjazd służbowy i mnie ze sobą zabrał. -Cała ekipa tęskniła.
Obie się zaśmiałyśmy. Pogadałyśmy tak jeszcze kilka minut. Umówiłyśmy się jeszcze dokładnie na próbę.
Po rozmowie z Ally, wyszłam ze szkoły. Zobaczyłam moich starszaków obok auta. Zaczęłam iść w ich stronę, zobaczyłam też, że nie są sami. Jak zwykle obok Lucka mizdżyło się ok sześć dziewczyn. "Ten to zawsze ma branie" ~Zaśmiałam się w myślach. Idąc zauważyłam moją dobrą kumpelę Eve, która przyglądała się moim braciom.
-Hej! Eve! -Krzyknęłam do niej i pomachałam. Spojrzała w moją stronę.
Podeszłam do niej. Uściskałyśmy się.
-Heeej Rose. -Uśmiechnęła się lekko, ale widać było u niej jakby zakłopotanie? smutek? Postanowiłam na razie nie drążyć tematu.
-Co tam u Ciebie? Dawno nie gadałyśmy. -Odparłam.
-Noo... wiesz w sumie to u mnie nic nowego, wróciłam do malowania... -Powiedziała.
-Coś ty? Serio?! Bardzo się cieszę! -Znów uściskałam kumpelę. -Hej to może Cię podwieziemy hmm?
-Eee... nie dzięki, nie róbcie sobie kłopotu. W ogóle nie jest wam po drodze. -Odpowiedziała.
-Ej no coś ty. Nie robisz kłopotu. Z chęcią Cię podwieziemy. -Zapewniłam ją.
-Nie. Na serio dzięki. Przejdę się, wyjdzie mi to na zdrowie. -Próbowała się wykręcić.
-No to może chociaż Cię odprowadzę.
-Na serio nie musisz. -Cały czas stawiała na swoim. -Pogadamy kiedy indziej ok? Do później. Pa. -Szybko się odwróciła i odeszła.
Zdziwiło mnie jej zachowanie. Zorientowałam się po chwili dlaczego tak szybko zwiała.. Luckas zaczął iść w naszą stronę. "Ona Go unika." ~Pomyślałam.
-Hej mała. Co się stało Eve? -Oparł się o mnie ręką mój braciszek.
-Eem.. Niic. Spieszyło jej się. -Klepnęłam Go w ramię. -Jedziemy?
*******************************************************
Okok.. no i mamy kolejny rozdział.! :D
Jutro lub pojutrze dodam kolejny.. ;)
Liczę na szczere komentarze.. :P
See You! <3
*******************************************************
One Dream
piątek, 16 sierpnia 2013
czwartek, 15 sierpnia 2013
ROZDZIAŁ 3
-A co to za zespół? -Spytałam.
-No co ty?! Nie wiesz?! To superprzystojne ciacha. -Powiedziała Marta.
-Noo... jakoś nie kojarzę. -Spojrzałam na dziewczyny były wyraźnie zaskoczone...
-No co ty?! Nie wiesz?! To superprzystojne ciacha. -Powiedziała Marta.
-Noo... jakoś nie kojarzę. -Spojrzałam na dziewczyny były wyraźnie zaskoczone...
********************************
Zanim się obejrzałam,dziewczyny już zaczęły opowiadać mi o tym całym One Direction. Dowiedziałam się, że jest to piątka nie dużo starszych od nas chłopaków, jeszcze nie spamiętałam imion ale to się nadrobi. Dziewczyny mówiły, ślicznie śpiewają, ale sama nie wiedziałam bo nie słyszałam. Ponoć są superprzystojni i dobrze zbudowani. Pomyślałam, że może nie są tacy źli, no nie wiem.
-No także tego... wracając do niespodzianki... -Zaczęła Meg.
-Zacieramy Cię na koncert One Direction!!! -Krzyknęła prawie Marta.
-Eem. Dzięki dziewczyny. Jesteście kochane. Z chęcią ich posłucham i zobaczę. -Odparłam, mówiłam serio, chciałam się przekonać czy serio są tacy cudowni jak mówiły dziewczyny.
Resztę dnia spędziłyśmy na plotach i wspólnych zakupach. Bawiłyśmy się świetnie, kupiłyśmy sporo naprawdę fajnych ciuchów. Kupiłam sobie parę butów sportowych do tańca, kilka bluz. Dziewczyny namówiły mnie na sukienkę (0.0). Była bardzo ładna więc (wyjątkowo) zgodziłam się, miałam zamiar ubrać ją w urodziny.
Po wspólnych zakupach, odprowadziłyśmy z Vicky Martę i Meg, po czym same pomaszerowałyśmy do naszych domów. Mieszkałyśmy z Vicky całkiem niedaleko siebie, dosłownie pięć domów za moim znajdował się dom Vick. Po dotarciu pod mój dom pożegnałam się z przyjaciółką mocnym uściskiem. Było coś ok godz. 22. Szybko poszukałam jeszcze kluczy w torbie, przekręciłam je w zamku, otwarłam drzwi i przekroczyłam próg domu. Wszyscy chyba już spali. "Dziwne chłopcy powinni o tej godz. oglądać TV. No nic, może byli zmęczeni." ~Pomyślałam.
Zdjęłam tylko buty i szybko cichutko pobiegłam na piętro do swojego pokoju. Torby rzuciłam na fotel, poszłam jeszcze tylko wziąć prysznic, przebrałam się w piżamkę i szybko wskoczyłam do swojego cieplego łóżka. Byłam zmęczona dzisiejszym dniem i zakupami. Zasnęłam.
*************************************
Hej ślimaczki! <3 Sooorki, że nie dodałam nic wcześniej.. ;c po prostu dużo było do roboty.. kilka razy nie miałam prądu itp. ;//
Aha no i przepraszam, że taki krótki ale no na szybko pisany był.. teraz na BANK obiecuję, że jutro dam wam jeden dłuższy rozdział.. lub dwa zwykłe. ;) Bye miśki.. ;***
*************************************
-No także tego... wracając do niespodzianki... -Zaczęła Meg.
-Zacieramy Cię na koncert One Direction!!! -Krzyknęła prawie Marta.
-Eem. Dzięki dziewczyny. Jesteście kochane. Z chęcią ich posłucham i zobaczę. -Odparłam, mówiłam serio, chciałam się przekonać czy serio są tacy cudowni jak mówiły dziewczyny.
Resztę dnia spędziłyśmy na plotach i wspólnych zakupach. Bawiłyśmy się świetnie, kupiłyśmy sporo naprawdę fajnych ciuchów. Kupiłam sobie parę butów sportowych do tańca, kilka bluz. Dziewczyny namówiły mnie na sukienkę (0.0). Była bardzo ładna więc (wyjątkowo) zgodziłam się, miałam zamiar ubrać ją w urodziny.
Po wspólnych zakupach, odprowadziłyśmy z Vicky Martę i Meg, po czym same pomaszerowałyśmy do naszych domów. Mieszkałyśmy z Vicky całkiem niedaleko siebie, dosłownie pięć domów za moim znajdował się dom Vick. Po dotarciu pod mój dom pożegnałam się z przyjaciółką mocnym uściskiem. Było coś ok godz. 22. Szybko poszukałam jeszcze kluczy w torbie, przekręciłam je w zamku, otwarłam drzwi i przekroczyłam próg domu. Wszyscy chyba już spali. "Dziwne chłopcy powinni o tej godz. oglądać TV. No nic, może byli zmęczeni." ~Pomyślałam.
Zdjęłam tylko buty i szybko cichutko pobiegłam na piętro do swojego pokoju. Torby rzuciłam na fotel, poszłam jeszcze tylko wziąć prysznic, przebrałam się w piżamkę i szybko wskoczyłam do swojego cieplego łóżka. Byłam zmęczona dzisiejszym dniem i zakupami. Zasnęłam.
*************************************
Hej ślimaczki! <3 Sooorki, że nie dodałam nic wcześniej.. ;c po prostu dużo było do roboty.. kilka razy nie miałam prądu itp. ;//
Aha no i przepraszam, że taki krótki ale no na szybko pisany był.. teraz na BANK obiecuję, że jutro dam wam jeden dłuższy rozdział.. lub dwa zwykłe. ;) Bye miśki.. ;***
*************************************
piątek, 9 sierpnia 2013
ROZDZIAŁ 2
Wchodząc mama rozejrzała się po kuchni, mina jej zrzedła kiedy ujrzała ten "piękny porządek" jaki zostawiliśmy po sobie.
-C...c...co tu się stało? -spytała zdezorientowana.
-Eee.. Tornado? -Luck próbował załagodzić sytuację...
********************
Mama ciągle patrzyła na zdemolowaną kuchnię, później tylko skarciła Lucka wzrokiem.
-Luckasie lepiej się nie odzywaj. Na pewno nic to nie pomoże. -Mama cicho odparła, była dziwnie spokojna, aż przerażająco spokojna.
-Mamo, my przepraszamy. T... to jakoś tak samo wyszło. -Ryan wstał i próbował wydukać jakieś przeprosiny.
-Jasne, jasne. Samo wyszło. Ile razy ja już to słyszałam . hmm.. kiedy stłukliście zestaw mojej nowej porcelany, kiedy cały garaż był we wszystkich odcieniach farby.. kiedy zostawiliście porozdzieranie poduszki po waszej walce... co by tu jeszcze...
-Tak, tak mamo. Wiemy, narozrabialiśmy. -Tym razem ja wstałam. -Przepraszamy, postaramy się uważać i posprzątamy po sobie.
-Nieee.. dzisiaj wam odpuszczę. Tata ma wolne, On posprząta, a wy idźcie się umyć i przebrać. -Przerażał nas spokój naszej mamy.
Zrobiliśmy tak jak kazała rodzicielka, poszliśmy do swoich pokoi. Po wejściu do swojej sypialni udałam się do szafy, wybrałam sobie ciuchy na zmianę. Po umyciu się i przebraniu postanowiłam zejść już na dół i poczekać za chłopakami. Czekałam na nich dokładnie 17 minut. W końcu raczyli się pojawić, oboje ubrani na sportowo. Była 6:15, postanowiliśmy, że pojedziemy do szkoły. Jako, że Ryan jest starszy od Lucka o 5 miesięcy to On siedział za kierownicą kiedy jechaliśmy wszyscy troje.
Po 15 minutach byliśmy już w naszej "ukochanej -.-" szkole. Wysiedliśmy z auta, przekroczyliśmy próg szkoły. Oczywiście większość ludzi nie odlepiało od nas wzroku.. w sumie chodzi o Rayna i Lucka (to takie szkolne gwiazdy). Jak zwykle wszyscy troje podążyliśmy razem do naszych szafek, włożyliśmy tylko torby. Po 5 minutach uck już był rozchwytywany przez tłum lasek, a Ryan podążył do grona swoich znajomych. Ja chwilkę tak jeszcze stałam, po chwili obok mnie jakby znikąd pojawiła się Vicky.
-No hej dziewczyno! -Szturchnęła mnie delikatnie na powitanie.
-Heej Vickulek. -Uśmiechnęłam się miło do przyjaciółki. -Gdzie laski? -Spytałam.
-Eee... nie wiem. Jak przyjechałam to ich jeszcze nie było. -Obie byłyśmy lekko zdziwione, Marta i Magda zawsze były w szkole przed nami.
Razem z Vicky poszłyśmy na dziedziniec szkoły, po czym udałyśmy się w stronę naszej ulubionej ławki. Kiedy usiadłyśmy Vicky cały czas nawijała o jakimś zespole, a później zaczęła drążyć temat, który ciągle krąży między nią, Martą i Meg:
-Bo wieeesz, za tydzień twoje ułodzinki. -Powiedziała uradowana.
-Iii..? Co w związki z tym? -Spytałam. Dla mnie urodziny i tego typu okazje to dni jak każde inne.
-No jak to?! Dziewczyno taki dzień trzeba świętować! -Prawie, że krzyknęła. -Nie co dzień kończy się 18 lat!
-Ehh.. no niby tak, ale wiesz, dla mnie to nic wielkiego.
-Jak to nic wielkiego?! Nawet tak nie gadaj przy mnie! -Victoria tak jakby troszkę się zdenerwowała.
-No dobra, już dobra wyluzuj. -Próbowałam ją jakoś uspokoić. -Nie gadajmy na razie o tym ok? O patrz, idą dziewczyny. -Wskazałam skinięciem głowy przed siebie.
-Heeej laski! -Przywitały się z nami Meg i Marta.
-No hej, hej. Gdzie wyście tak długo były? -Spytałam.
A no wstapiłyśmy jeszcze na kawę i tak jakoś zleciało. -Tłumaczyła Meg.
-A okok. Ejj dziewczyny za 5 minut dzwonek, idziemy. -Powiedziała Vicky.
-Tak idziemy. Trzeba wziąć jeszcze książki. -Stwierdziła Meg.
Jak powiedziałyśmy, tak zrobiłyśmy. Poszłyśmy po książki, a później na zajęcia. Pierwsza była matma...
***
Lekcje zleciały dość szybko. Razem z dziewczynami poszłyśmy do moich braci, którzy czekali przy samochodzie.
-O hej dziewczyny! -Miło przywitali się Ryan i Luck.
Wszystkie odpowiedziały głośno "Hej".
-Emm.. chłopcy dzisiaj nie wracam z wami. Idziemy z dziewczynami do kawiarni, a później na miasto, także wrócę trochę później. -Wytłumaczyłam.
-Ok. To jak Lucky, jedziemy? -Spytał Ryan.
-Ta no w sumie możemy już jechać. -Odparł Luck. -To w takim razie narka dziewczyny.
-Pa laski. Miłego wypadu. -Zawtórował mu Ryan.
-Pa!! Dziękujemy! -Odpowiedziałyśmy chórkiem.
Chłopcy odjechali, a my postanowiłyśmy iść do naszej ulubionej kawiarni.
***
W lokalu:
-Rose, wracając do tematu, który zaczęłyśmy w szkole. Mam dla Ciebie niespodziankę, w sumie to wszystkie mamy. -Mrugnęła do dziewczyn Vicky.
-Eee.. ook? Mam się bać? Co to takiego? -Spytałam lekko zdziwniona.
-Otóż, akurat w dniu twoich urodzin, odbędzie się koncert megasuperowego zespołu, znanego na całym świecie -One Direction. -Dziewczyny wydały się strasznie podjarane.
-A co to za zespół? -Spytałam.
-No co ty?! Nie wiesz?! To superprzystojne ciacha. -Powiedziała Marta.
-Noo... jakoś nie kojarzę. -Spojrzałam na dziewczyny były wyraźnie zaskoczone...
**********************************
No i wróciłam! :D mamy 2 rozdział.. liczę na szczere opinie co sądzicie? :P wiem na razie nic sie nie dzieje ale wsyztsko w swoim czasie się rozkręci.. ;)
Kolejny rozdział pojawi się jeśli mi się uda już jutro a jeśli nie to w niedzielę.. ;)
BYE BYE! <3
-C...c...co tu się stało? -spytała zdezorientowana.
-Eee.. Tornado? -Luck próbował załagodzić sytuację...
********************
Mama ciągle patrzyła na zdemolowaną kuchnię, później tylko skarciła Lucka wzrokiem.
-Luckasie lepiej się nie odzywaj. Na pewno nic to nie pomoże. -Mama cicho odparła, była dziwnie spokojna, aż przerażająco spokojna.
-Mamo, my przepraszamy. T... to jakoś tak samo wyszło. -Ryan wstał i próbował wydukać jakieś przeprosiny.
-Jasne, jasne. Samo wyszło. Ile razy ja już to słyszałam . hmm.. kiedy stłukliście zestaw mojej nowej porcelany, kiedy cały garaż był we wszystkich odcieniach farby.. kiedy zostawiliście porozdzieranie poduszki po waszej walce... co by tu jeszcze...
-Tak, tak mamo. Wiemy, narozrabialiśmy. -Tym razem ja wstałam. -Przepraszamy, postaramy się uważać i posprzątamy po sobie.
-Nieee.. dzisiaj wam odpuszczę. Tata ma wolne, On posprząta, a wy idźcie się umyć i przebrać. -Przerażał nas spokój naszej mamy.
Zrobiliśmy tak jak kazała rodzicielka, poszliśmy do swoich pokoi. Po wejściu do swojej sypialni udałam się do szafy, wybrałam sobie ciuchy na zmianę. Po umyciu się i przebraniu postanowiłam zejść już na dół i poczekać za chłopakami. Czekałam na nich dokładnie 17 minut. W końcu raczyli się pojawić, oboje ubrani na sportowo. Była 6:15, postanowiliśmy, że pojedziemy do szkoły. Jako, że Ryan jest starszy od Lucka o 5 miesięcy to On siedział za kierownicą kiedy jechaliśmy wszyscy troje.
Po 15 minutach byliśmy już w naszej "ukochanej -.-" szkole. Wysiedliśmy z auta, przekroczyliśmy próg szkoły. Oczywiście większość ludzi nie odlepiało od nas wzroku.. w sumie chodzi o Rayna i Lucka (to takie szkolne gwiazdy). Jak zwykle wszyscy troje podążyliśmy razem do naszych szafek, włożyliśmy tylko torby. Po 5 minutach uck już był rozchwytywany przez tłum lasek, a Ryan podążył do grona swoich znajomych. Ja chwilkę tak jeszcze stałam, po chwili obok mnie jakby znikąd pojawiła się Vicky.
-No hej dziewczyno! -Szturchnęła mnie delikatnie na powitanie.
-Heej Vickulek. -Uśmiechnęłam się miło do przyjaciółki. -Gdzie laski? -Spytałam.
-Eee... nie wiem. Jak przyjechałam to ich jeszcze nie było. -Obie byłyśmy lekko zdziwione, Marta i Magda zawsze były w szkole przed nami.
Razem z Vicky poszłyśmy na dziedziniec szkoły, po czym udałyśmy się w stronę naszej ulubionej ławki. Kiedy usiadłyśmy Vicky cały czas nawijała o jakimś zespole, a później zaczęła drążyć temat, który ciągle krąży między nią, Martą i Meg:
-Bo wieeesz, za tydzień twoje ułodzinki. -Powiedziała uradowana.
-Iii..? Co w związki z tym? -Spytałam. Dla mnie urodziny i tego typu okazje to dni jak każde inne.
-No jak to?! Dziewczyno taki dzień trzeba świętować! -Prawie, że krzyknęła. -Nie co dzień kończy się 18 lat!
-Ehh.. no niby tak, ale wiesz, dla mnie to nic wielkiego.
-Jak to nic wielkiego?! Nawet tak nie gadaj przy mnie! -Victoria tak jakby troszkę się zdenerwowała.
-No dobra, już dobra wyluzuj. -Próbowałam ją jakoś uspokoić. -Nie gadajmy na razie o tym ok? O patrz, idą dziewczyny. -Wskazałam skinięciem głowy przed siebie.
-Heeej laski! -Przywitały się z nami Meg i Marta.
-No hej, hej. Gdzie wyście tak długo były? -Spytałam.
A no wstapiłyśmy jeszcze na kawę i tak jakoś zleciało. -Tłumaczyła Meg.
-A okok. Ejj dziewczyny za 5 minut dzwonek, idziemy. -Powiedziała Vicky.
-Tak idziemy. Trzeba wziąć jeszcze książki. -Stwierdziła Meg.
Jak powiedziałyśmy, tak zrobiłyśmy. Poszłyśmy po książki, a później na zajęcia. Pierwsza była matma...
***
Lekcje zleciały dość szybko. Razem z dziewczynami poszłyśmy do moich braci, którzy czekali przy samochodzie.
-O hej dziewczyny! -Miło przywitali się Ryan i Luck.
Wszystkie odpowiedziały głośno "Hej".
-Emm.. chłopcy dzisiaj nie wracam z wami. Idziemy z dziewczynami do kawiarni, a później na miasto, także wrócę trochę później. -Wytłumaczyłam.
-Ok. To jak Lucky, jedziemy? -Spytał Ryan.
-Ta no w sumie możemy już jechać. -Odparł Luck. -To w takim razie narka dziewczyny.
-Pa laski. Miłego wypadu. -Zawtórował mu Ryan.
-Pa!! Dziękujemy! -Odpowiedziałyśmy chórkiem.
Chłopcy odjechali, a my postanowiłyśmy iść do naszej ulubionej kawiarni.
***
W lokalu:
-Rose, wracając do tematu, który zaczęłyśmy w szkole. Mam dla Ciebie niespodziankę, w sumie to wszystkie mamy. -Mrugnęła do dziewczyn Vicky.
-Eee.. ook? Mam się bać? Co to takiego? -Spytałam lekko zdziwniona.
-Otóż, akurat w dniu twoich urodzin, odbędzie się koncert megasuperowego zespołu, znanego na całym świecie -One Direction. -Dziewczyny wydały się strasznie podjarane.
-A co to za zespół? -Spytałam.
-No co ty?! Nie wiesz?! To superprzystojne ciacha. -Powiedziała Marta.
-Noo... jakoś nie kojarzę. -Spojrzałam na dziewczyny były wyraźnie zaskoczone...
**********************************
No i wróciłam! :D mamy 2 rozdział.. liczę na szczere opinie co sądzicie? :P wiem na razie nic sie nie dzieje ale wsyztsko w swoim czasie się rozkręci.. ;)
Kolejny rozdział pojawi się jeśli mi się uda już jutro a jeśli nie to w niedzielę.. ;)
BYE BYE! <3
sobota, 27 lipca 2013
ROZDZIAŁ 1
Nazywam się Rosalie Hale. Mam 18 lat. Mieszkam w Londynie z tatą -Matem, mamą -Emily i dwoma starszymi braćmi - Ryanem i Luckiem. Jestem śmiałą dziewczyną otwartą na świat. Wszyscy do okoła mówią mi co mam robić i jak się zachowywać, a ja podążam własnymi ścieżkami. Nie miewam kompleksów typu wygląd i uroda, żyję w przekonaniu, że skoro wyglądam jak wyglądam ta taka po prostu miałam być. Lubię czasem odizolować się od świata, ale bardziej wolę spędzać czas z moimi najlepszymi przyjaciółkami: Vicky, Martą i Meg. Wszystkie jesteśmy stuknięte, dlatego też świetnie się dogadujemy.. jesteśmy jak siostry. Niektórzy skarżą się na swoje rodzeństwo, otóż ja nie. Uwielbiam spędzać czas z moimi starszakami, są świetni, kochamy razem grać w kosza.
Moje życie nigdy nie jest nudne. Zawsze coś się dzieję, a jeśli nie, ja i moje friends w każdej chwili potrafimy rozładować napięcie.
A OTO I MOJA BAJKA:
Tego dnia obudziłam się wcześniej niż zwykle. Spojrzałam na zegarek -4:00. Nie wiem dlaczego nie mogłam spać, miałam przeczucie że dzisiaj coś się wydarzy, ale nie miałam pojęcia co.
Zajęcia zaczynają się dopiero o 7:00. Wstałam, ruszyłam do łazienki. Szybki prysznic, nałożenie lekkiego makijażu, włosy rozczesane i rozpuszczone i poranną toaletę miałam już z głowy. Owinięta w ręcznik poszłam do pokoju, z szafy wyciągnęłam "mój dzisiejszy strój". Ubrałam się, pomaszerowałam do kuchni, myślałam, że tylko ja tak wcześnie dziś wstałam, otóż nie, w kuchni przy lodówce krzątał się Ryan, w spodniach i bez koszulki.
-Buu! -dźgnęłam braciszka w bok, na co ten szybkim ruchem cofnął się i odwrócił w moją stronę.
-Weź, nie żartuj sobie tak, przez Ciebie o mały włos nie wylałem soku. -udał obrażonego.
-Hahaha... okok braciszku nie spinaj się tak... I tak wiem, że mnie kochasz. - zaśmiałam się i wypięłam dumnie pierś.
-Tak? A skąd ty to wiesz? Tak szczerze to Cię nienawidzę dzieciaku. -uśmiechnął się głupkowato, odszedł do mnie, podniósł, przerzucił przez ramię i zaczął mną okręcać.
-Ryan! Przestań, ba zaraz puszczę pawia! -śmialiśmy się oboje.
-Ej no, co tu się dzieję?! -do kuchni wszedł właśnie zaspany Luck. -Dajcie się czasem człowiekowi wyspać.
Razem z Ryanem spojrzeliśmy na Lucka, później na siebie po czym zaczęliśmy się głośno śmiać.
-No i z czego się tak śmiejecie? -spytał zdezorientowany Luckas.
My oboje wciąż nie przestawaliśmy się śmiać. W końcu Lucki zorientował się, że wszedł do kuchni w samych bokserkach w dodatku w serduszka. Najwidoczniej go to nie ruszyło bo ciągle stał i patrzył się na nas.
-Ah tak? Czyli według was to zabawne tak? -spytał
-Hahahahahahaha... nawet nie wiesz jak bardzo hahahahaha... -odpowiedzieliśmy razem z Ryanem.
-Mhm. Skoro tak, to ciekawe kto teraz się zaśmieje. -powiedział po czym wziął do ręki garść mąki i sypnął w moją stronę. Następnie wziął jedno jajko i rozbił je na głowie Ryana. -I jak? Podoba się wam? -tym razem On zaczął się śmiać.
Po kilku minutach wybuchła między nami prawdziwa wojna na jedzenie: Ja i Ray kontra Luch. To była masakra, cała kuchnia zdemolowana. Po skończonej bitwie przeraziliśmy się wyglądem pomieszczenia. Wybuchnęliśmy jednak po raz kolejny gromkim śmiechem.
Po chwili usłyszeliśmy czyjeś kroki idące po schodach.
Ryan szybko wziął mleko i miski, ja sok i szklanki a Luck płatki czekoladowe. Usiedliśmy przy stole i zabraliśmy się za jedzenie. Po jakiejś minucie do kuchni weszła mama, na pewno szykowała się do pracy. Nasza mama zawsze wcześnie wstaje, pracuje jako jeden z najlepszych adwokatów w Londynie, tata za to jest lekarzem.
Wchodząc mama rozejrzała się po kuchni, mina jej zrzedła kiedy ujrzała ten "piękny porządek" jaki zostawiliśmy po sobie.
-C...c...co tu się stało? -spytała zdezorientowana.
-Eee.. Tornado? -Luck próbował załagodzić sytuację...
***********************************
No i mamy jak obiecałam pierwszy rozdział na tym blogu. Liczę, że się spodoba.. oczekuję od was szczerych komentarzy. xxx
Następny rozdział jeszcze nie wiem dokładnie kiedy się pojawi. Mam pewne sprawy rodzinne, których nie mogę zaniedbać. No to do usłyszenia. <333
***********************************
Moje życie nigdy nie jest nudne. Zawsze coś się dzieję, a jeśli nie, ja i moje friends w każdej chwili potrafimy rozładować napięcie.
A OTO I MOJA BAJKA:
Tego dnia obudziłam się wcześniej niż zwykle. Spojrzałam na zegarek -4:00. Nie wiem dlaczego nie mogłam spać, miałam przeczucie że dzisiaj coś się wydarzy, ale nie miałam pojęcia co.
Zajęcia zaczynają się dopiero o 7:00. Wstałam, ruszyłam do łazienki. Szybki prysznic, nałożenie lekkiego makijażu, włosy rozczesane i rozpuszczone i poranną toaletę miałam już z głowy. Owinięta w ręcznik poszłam do pokoju, z szafy wyciągnęłam "mój dzisiejszy strój". Ubrałam się, pomaszerowałam do kuchni, myślałam, że tylko ja tak wcześnie dziś wstałam, otóż nie, w kuchni przy lodówce krzątał się Ryan, w spodniach i bez koszulki.
-Buu! -dźgnęłam braciszka w bok, na co ten szybkim ruchem cofnął się i odwrócił w moją stronę.
-Weź, nie żartuj sobie tak, przez Ciebie o mały włos nie wylałem soku. -udał obrażonego.
-Hahaha... okok braciszku nie spinaj się tak... I tak wiem, że mnie kochasz. - zaśmiałam się i wypięłam dumnie pierś.
-Tak? A skąd ty to wiesz? Tak szczerze to Cię nienawidzę dzieciaku. -uśmiechnął się głupkowato, odszedł do mnie, podniósł, przerzucił przez ramię i zaczął mną okręcać.
-Ryan! Przestań, ba zaraz puszczę pawia! -śmialiśmy się oboje.
-Ej no, co tu się dzieję?! -do kuchni wszedł właśnie zaspany Luck. -Dajcie się czasem człowiekowi wyspać.
Razem z Ryanem spojrzeliśmy na Lucka, później na siebie po czym zaczęliśmy się głośno śmiać.
-No i z czego się tak śmiejecie? -spytał zdezorientowany Luckas.
My oboje wciąż nie przestawaliśmy się śmiać. W końcu Lucki zorientował się, że wszedł do kuchni w samych bokserkach w dodatku w serduszka. Najwidoczniej go to nie ruszyło bo ciągle stał i patrzył się na nas.
-Ah tak? Czyli według was to zabawne tak? -spytał
-Hahahahahahaha... nawet nie wiesz jak bardzo hahahahaha... -odpowiedzieliśmy razem z Ryanem.
-Mhm. Skoro tak, to ciekawe kto teraz się zaśmieje. -powiedział po czym wziął do ręki garść mąki i sypnął w moją stronę. Następnie wziął jedno jajko i rozbił je na głowie Ryana. -I jak? Podoba się wam? -tym razem On zaczął się śmiać.
Po kilku minutach wybuchła między nami prawdziwa wojna na jedzenie: Ja i Ray kontra Luch. To była masakra, cała kuchnia zdemolowana. Po skończonej bitwie przeraziliśmy się wyglądem pomieszczenia. Wybuchnęliśmy jednak po raz kolejny gromkim śmiechem.
Po chwili usłyszeliśmy czyjeś kroki idące po schodach.
Ryan szybko wziął mleko i miski, ja sok i szklanki a Luck płatki czekoladowe. Usiedliśmy przy stole i zabraliśmy się za jedzenie. Po jakiejś minucie do kuchni weszła mama, na pewno szykowała się do pracy. Nasza mama zawsze wcześnie wstaje, pracuje jako jeden z najlepszych adwokatów w Londynie, tata za to jest lekarzem.
Wchodząc mama rozejrzała się po kuchni, mina jej zrzedła kiedy ujrzała ten "piękny porządek" jaki zostawiliśmy po sobie.
-C...c...co tu się stało? -spytała zdezorientowana.
-Eee.. Tornado? -Luck próbował załagodzić sytuację...
***********************************
No i mamy jak obiecałam pierwszy rozdział na tym blogu. Liczę, że się spodoba.. oczekuję od was szczerych komentarzy. xxx
Następny rozdział jeszcze nie wiem dokładnie kiedy się pojawi. Mam pewne sprawy rodzinne, których nie mogę zaniedbać. No to do usłyszenia. <333
***********************************
piątek, 26 lipca 2013
Kilka słów ode mnie.
Witam wszystkie Directioners.! <3
To mój pierwszy blog z takimi opowiadaniami, więc bądźcie wyrozumiałe. Rozdziały "PRAWDOPODOBNIE" będę dodawała po kilka na tydzień, a jak nie to bardzo przepraszam. Już jutro pojawi się 1 rozdział opowiadania. Nie zdradzę wam póki co będzie się działo w opowiadaniu.. Co się wydarzy przekonacie się sami. Mam nadzieję, że będzie wam się podobało.
SEE YOU <3
To mój pierwszy blog z takimi opowiadaniami, więc bądźcie wyrozumiałe. Rozdziały "PRAWDOPODOBNIE" będę dodawała po kilka na tydzień, a jak nie to bardzo przepraszam. Już jutro pojawi się 1 rozdział opowiadania. Nie zdradzę wam póki co będzie się działo w opowiadaniu.. Co się wydarzy przekonacie się sami. Mam nadzieję, że będzie wam się podobało.
SEE YOU <3
BOHATEROWIE.
ROSALIE (ROSE) - 18 l.
~główna bohaterka. Śmiała, energiczna dziewczyna, która uwielbia zabawę i ryzyko.
Przez to popada w wiele kłopotów, ale z każdego udaje się jej wyjść obronną ręką.
Kocha muzykę: śpiewa, tańczy (najczęściej hip-hop i street dance), gra na gitarze i perkusji. Jako mała dziewczynka uczyła się baletu i gry na skrzypcach (ukrywa to jednak przed znajomymi, żeby nie wyjść na "nudną sztywniarę".
VICTORIA (VICKY) - 18 l.
~najlepsza przyjaciółka Rose. Jest właścicielką cudnych rudych włosów. Jest tak samo zabawowa i energiczna jak główna bohaterka. Jej pasją jest śpiew, fotografia i gra w piłkę nożną.
Z Rose znają się od dzieciństwa, jako małe dziewczynki razem uczyły się baletu.
MARTA - 18 l.
~najlepsza przyjaciółka Rose, Vicky i Meg. Jest to dziewczyna z wielkim poczuciem humoru. Umie rozbawić i rozpogodzić nawet największego smutasa. Uwielbia wkręcać innych razem z Rose oraz bawić się w gronie swoich przyjaciółek. Z Rose i Vicky zaprzyjaźniła się w gimnazjum gdy te zmieniły szkołę. (Ma polskie korzenie).
MAGDA (MEG) - 18 l.
~najlepsza przyjaciółka Rose, Vicky i Marty. Tak samo jak Marta ma polskie korzenie. Z Martą znają się od dziecka, z Rose i Vicky zaprzyjaźniła się w tym samym czasie co Marta.
Jest dziewczyną bardziej uporządkowaną, choć nie do końca. Uwielbia wygłupy i zabawę. Jeśli jednak trzeba zachować zimną krew Magda jest jedyną z przyjaciółek, która potrafi to zrobić.
ONE DIRECTION
~sławny boysband, w skład którego wchodzą:
Harry Styles (19 l.)
Niall Horan (20 l.)
Liam Payne (20 l.)
Louis Tomlinson (21 l.)
i Zayn Malik (20 l.)
To zwariowani chłopcy, którzy chcą posmakować trochę zwykłego życia, po przez zapisanie się do szkoły.
RYAN - 20 l.
i LUCKAS (LUCK) - 20 l.
~bracia Rose. Szaleni i zdziwaczali. Kochają kosza i jazdę na deskach.
Ryan kocha również czytanie książek fantastycznych, nie jest kujonem ale uwielbia historię. Luck to typ sportsmena, kocha też surfing i pływanie.
EWELINA (EVE) - 17 l.
~dobra kumpela Rose i Vicky. Jest miła, szczera i zabawna.
W ukryciu podkochuje się w Lucku, który zazwyczaj interesuje się namolnymi "plastkami".
ADA - 18 l.
~polka. Nowa w szkole. Na początku wydaje się być nieśmiała, ponieważ nie odnajduje się w nowym otoczeniu. Z pomocą przyjdzie jej Ryan, w którym skrycie jest zakochana jedna z przyjaciółek Rose.
KLAUDIA - 19 l.
~dziewczyna Zayna. Nie odstępują siebie prawie na krok. Miła, opiekuńcza i wesoła.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)














